czwartek, 2 maja 2013

Morganville cz. 2

Po dość długiej drodze, w końcu dotarliśmy na miejsce. Miasteczko wydawało się spokojne, ludzie opanowani, a krajobraz rozciągał się nad leśnymi wzgórzami, które pokryte były bujną trawą. Lecz coś w tym miasteczku było dziwne. Nie wiedziałam jeszcze co, ale miałam się tego dowiedzieć w najbliższych dniach. Wynajęliśmy domek nad pięknym jeziorem, które rozciągało się nad lasem.



 Po rozpakowaniu walizek do szafek i szaf, postanowiłam z Clarie, że pójdziemy zwiedzić okolicę.
- Mamo ! - krzyknęłam na korytarzu.
- Tak ? - zapytała mama, która wyszła z kuchni.
- Idziemy z Clarie zwiedzić okolicę. - powiedziałam.
- Ja też idę. - wtrąciła się Amanda.
- Tylko wródźcie za nim sie ściemni. - powiedziała mama i wróciła z powrotem do kuchni.
Wyszłam z dziewczynami z domu, nie przeczuwając co może nas czekać tego wieczoru.
Poszłyśmy dróżką obok jeziora, kierując się w stronę tajemniczego lasu.

Wchodząc do niego miałam mieszane uczucia. Robiło mi się słabo, gorąco....no, jednym słowem DZIWNIE ! Amanda wzięła mnie za rękę, a Clarie popatrzyła na mnie
- Co się dzieje maleńka ? - zapytałam.
- Dziwnie tu jest. - rzuciła mała.
- Tobie też się tak zdaje ? - zapytałam Clarie.
- Świrujesz. - powiedziała i zaśmiała się. - Nie ma się czego bać.
Gdybym tylko wiedziała, że te słowa będą kłamstwem, że od tego wszystko się zacznie, nigdy bym nie wchodziła do tego przeklętego lasu.
Przeszłyśmy kawałek, a za nami usłyszałam jakiś szelest i łamanie gałęzi. Nerwowo odwróciłam się do tyłu, ale nikogo ani niczego tam nie było. Odwróciłam głowę więc przed siebie i spojrzałam wymownie na Clarie.
- Powiedziałam ci już wcześniej, świrujesz. - odpowiedziała ponownie.
- Może i tak, ale nie wydaje ci się tutaj dziwnie ? - zapytałam.
- Dziwnie, to dosyć obszerne pojęcie. - powiedziała.
- Chodzi o to, że coś mi tu nie gra i to na pewno nie jest obecność zwierząt. - powiedziałam.
- Oj skarbie, nie przejmuj się tym. - powiedziała Clarie.
Po kilku sekundach od jej odpowiedzi, szelest się powtórzył, a kolejne łamanie gałęzi było głośniejsze i bardziej wyraziste, jakby coś (lub ktoś) było bliżej. Znowu nerwowo rozejrzałam się dookoła, ale nikogo nie było. Spojrzałam też w dół, na moją rękę i wystraszyłam się.
- Amanda. - powiedziałam cicho i nerwowo rozglądając się w poszukiwaniu małej siostry.
- Amanda ! - zaczęłam już krzyczeć i nadal się rozglądałam.
- Amanda, to nie jest śmieszne ! - wrzasnęła za mną Clarie.
- Wyłaź, bo będzie z tobą źle ! - krzyknęłam. Nagle powietrze przeszył głośny krzyk dziecka.
- Amanda ! - krzyknęłam ze łzami w oczach i zaczęłam biec razem z Clarie.
Krzyk powtórzył się ponownie, a my skierowałyśmy się do jego źródła.
Po chwili, moim oczom ukazała się Amanda. Podbiegłam do niej i mocno ją przytuliłam.
- Co się stało ? - zapytałam i usłyszałam jak Clarie wymiotuje.
Spojrzałam przede mnie. Moje śniadanie cofnęło się do przełyku. Przed Amandą leżały zmasakrowane zwłoki. Szybko odciągnęłam Amandę od tego widoku, pociągnęłam Clarie za rękę i czym prędzej uciekłyśmy od tego czegoś.
Po kilku minutach wybiegłyśmy z lasu i pobiegłyśmy w stronę domu. Po chwili  wbiegłyśmy szybko na werandę. Otworzyłam drzwi wejściowe i wprowadziłam roztrzęsione dziewczyny do środka.
- Dziewczyny, co tak wcześnie ? - zapytała mama
- Nie ważne. - powiedziałam i zasłoniłam Amandzie usta.
- Za kilka minut kolacja. - powiedziała mama
- Pójdziemy się odświeżyć i zaraz zejdziemy. - powiedziałam. Weszłyśmy po schodach i zamknęłyśmy się w pokoju. Usiadłam na łóżku i znowu usłyszałam, że Clarie wymiotuje w łazience. Amanda usiadła obok mnie i mocno się we mnie wtuliła.
Clarie wróciła z łazienki i zaczęła krążyć po pokoju.
- Możesz się uspokoić ? - zapytałam.
- Nie mogę, jestem zbyt roztrzęsiona. - powiedziała nadal krążąc po pokoju.
- Okej. No to co teraz zrobimy ? - zapytała nagle.
- Dzwonimy na policję. - powiedziałam.
- Czy ty się zastanowiłaś choć chwilkę ? - zapytała mnie - Jeśli zadzwonimy do nich, pomyślą, że my zabiliśmy to coś...hmm..tę kobietę czy mężczyznę, nie mam pojęcia jak to nazwać - borykała się Clarie.
- A co jeśli będą kolejne morderstwa ? - zapytałam przerażona, a Amanda wtuliła się we mnie jeszcze mocniej. - Co jeśli następnym razem to coś dopadnie Amandę jeśli znowu ucieknie ? - pytałam dalej przerażona.
- Nie możemy informować o tym glin. - powiedziała stanowczo Clarie.
- To co z tym zrobimy ? - zapytałam.
- Na razie olejemy ciało, ale będziemy szukać tego pojebańca. - powiedziała Clarie. Wcale mi się ten pomysł nie spodobał. Musiałam coś wymyślić.
- Przepraszam, ja nie chciałam, ale zobaczyłam króliczka i chciałam go złapać. Pobiegłam za nim jak ty rozmawiałaś z Clarie i zobaczyłam tamto ciało. - powiedziała, a na ostatnich słowach znowu się rozpłakała.
- Ej nie płacz mała. To nawet dobrze, że znalazłyśmy tamto coś. Bynajmniej będziemy ostrożniejsi. - powiedziałam i wzięłam małą na kolana, mocniej ją do siebie przytulając.
- Kocham Cię Eli. - powiedziała.
- Ja ciebie też i nie pozwolę, żeby jakiś pojebaniec coś ci zrobił. - powiedziałam stanowczo.
- Ja bym mu połamała ręce. - powiedziała Clarie co rozbawiło małą.
- A co najważniejsze, nie możesz nic powiedzieć rodzicom. - powiedziałam lekko odrywając od siebie dziewczynkę i patrząc jej w oczy.
- Dziewczyny! Kolacja ! - krzyknęła mama z dołu, a mi trochę szybciej zabiło serce.
- Już idziemy mamo ! - odkrzyknęłam. - To jak ? Nie mówimy nic rodzicom ? - zwróciłam się tym razem do Amandy.
- Tak. - powiedziała i dała mi buziaka w policzek na przypieczętowanie naszej umowy. Zachichotałam i poszłam do łazienki się odświeżyć zostawiając małą z Clarie. Przemyłam twarz pochylając się nad umywalką. Spojrzałam w lustro i przestraszyłam się, bo zobaczyłam jakby ktoś za mną stał.
- To nie możliwe, jesteśmy w domu i chyba raczej to coś za nami nie szło. - powiedziałam do siebie w duchu, lekko się śmiejąc ze swojej paranoi. Wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół i skierowałam się do kuchni. W jadalni siedzieli już wszyscy i zajadali się obiadem. Nieprzytomnie usiadłam na krzesełku i nałożyłam sobie piure i schabowego.
- Coś ci jest ? - zapytała mama nagle.
- Hmmm..co ? - zapytałam.
- Coś z tobą nie tak. - podsumowała.
- Nie, nie, tylko trochę jestem zmęczona. - skłamałam.
- Dobrze. - powiedziała mama.
Przełknęłam piure i kawałek schabowego. Zjadłam tą kolację, chociaż wcale nie miałam na nią ochoty. Wzięłam Amandę za rękę i wróciłyśmy we trzy do pokoju.
- Eli ? - zapytała Amanda
- Tak misiu ? - zapytałam
- Mogę z tobą spać ? - zapytała nieśmiale
- Oczywiście, że tak. - powiedziałam z uśmiechem. Odchyliłam kołdrę, a Amanda wskoczyła do łóżka. Wtuliła się we mnie razem ze swoją ukochaną lalką. Po chwili zasnęłyśmy.
*w nocy*
Obudził mnie jakiś szmer w moim pokoju. Zapaliłam lampkę i rozejrzałam się po pokoju. Księżyc wpadał przez okno. Spojrzałam na zegarek, była 2:23.
Spojrzałam obok mnie, gdzie słodko spała Amanda.
Moje gardło przypominało pustynię. Wstałam z łóżka i na boso wyszłam z pokoju. Skierowałam się do kuchni. Jednak schodząc po schodach, zauważyłam jak w kuchni pali się światło, a cień rzucany na korytarz jest nieregularny i bardzo długi. Myślałam, że to tata, ale kiedy usłyszałam brzęk wyrzucanych rzeczy z szafek, przestraszyłam się. Wyjrzałam zza futryny, a moje ciało przeszył strach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz