Przy szafkach stał mężczyzna. Był raczej marnej postury. Był ubrany w długi, czarny płaszcz i brązowy kapelusz. Widziałam jednak, że ma brązowe włosy. Facet wywalał coś z półek na podłogę. Moje serce waliło mi w piersi. Odwróciłam się cicho od futryny i pobiegłam do pokoju. Wskoczyłam do łóżka i mocno przytuliłam się do Amandy. Kątem oka zauważyłam jak jakiś cień przesuwa się obok moich drzwi. Przykryłam się kołdrą i zamknęłam oczy. Po chwili już spałam.
*Ranek*
Obudziłam się pełna niepewności. Zegarek wskazywał 7:23. Wyskoczyłam cicho z łóżka, żeby nie obudzić Amandy i Clarie i zbiegłam na dół. Wbiegłam jak oszalał do kuchni, a mój mózg oszalał. Kuchni wyglądała normalnie. Wszystko było na miejscu.
- Świrujesz... - powiedziałam do siebie
- Ale co świrujesz ? - zapytała zaspana Clarie, która weszła do kuchni
Opowiedziałam jej wszystko co widziałam w nocy. Clarie ledwo mi uwierzyła, ale miała pewność, że to się wydarzyło.
- Musimy powiadomić gliny. - powiedziałam ciszej
- Czy ty nie kapujesz ? Oni właśnie tego chcą. - powiedziała Clarie
- A jak "to coś" dorwie nas, albo Amandę, to co wtedy ? - zapytałam
- Połamiemy ręce temu pojebowi. - powiedziała Clarie
- Dziewczynki ! - krzyknęła mama z korytarza
- Tak ? - zapytałam
- Jedziemy do miasta. - powiedziała mama - Nie wiadomo czy dziś wrócimy, wiecie jak te miasto jest daleko, a w tej wiosce, 3 km od nas nie ma żadnego sklepu. - powiedziała mama
- Mamo, jadę z wami. - powiedziała Amanda
- Nie skarbie. Zostajesz z dziewczynkami. Zaopiekujcie się nią - powiedziała mama i wyszła z domu. Z okna w salonie patrzeliśmy jak samochód znika za lasem i zastawia nas same w domu.
- No to impreza ? - zapytała Clarie, jak tylko odwróciłam się w jej stronę
- A co ty masz tak upodobanie do tych imprez ? - zapytałam
- A tak jakoś. - odpowiedziała - Twoja mam wspominała coś o tej wiosce, może znajdziemy tam chętnych do zabawy.
- Przecież my ich nawet nie znamy. - powiedziałam
- To poznamy. - powiedziała Clarie
- To weźmy rowery ze szopki i chodźmy. - wypaliła nagle Amanda. Zamknęłyśmy dom i nawet nie spostrzegłam kiedy, jechałyśmy już drogą do wioski. Kilometr przed wioską z moim rowerem zaczęło dziać się coś złego. Nagle upadłam na ziemię i obtarłam sobie całe kolano.
Clarie zeskoczyła z roweru i podeszła do mnie.
- Boli cię ? - zapytała
- Nie aż tak, ale jak ja teraz pojadę ? - zapytałam i spojrzałam z Clarie na koło, które leżało niedaleko roweru. Popatrzyłyśmy po sobie i zaczęłyśmy się śmiać.
- Dziewczyny, nic wam nie jest ? - zapytał nagle jakiś męski głos
Spojrzałyśmy w górę. Zauważyłam dwóch chłopców - bliźniaków.
- Nie. - odpowiedziała nagle Clarie - A może jednak. - powiedziała i wskazała na koło
- Pechowo. - powiedział blondyn z niebieskimi oczami i uśmiechnął się do mnie - Naprawię wam to.
- Dzięki. - odparła Clarie
- Tak, mój brat dobrze zna się na mechanizacji takich sprzętów. - powiedział brunet z niebieskimi oczami i uśmiechnął się do Clarie
Wsparłam się na rękach i próbowałam się podnieść. Ręce blondyna złapały mnie z pasie i podniosły do pionu.
- Dzięki. - burknęłam i otrzepałam się z piasku.
- Robimy imprezę. - wypaliła Clarie - Jesteście zaproszeni.
- Dzięki. - odrzekli z uśmiechami chłopcy - Skąd jesteście ? - zapytał brunet
- Nie jesteśmy stąd. - powiedziała Clarie - Jesteśmy na wakacjach. Mamy domek 3 km stąd.
- Wiecie, co nie mam ochoty iść dalej. - powiedziałam
- To chodźmy już do was. - powiedział blondyn, co mi się spodobało, bo bolało mnie kolano
- No to chodźmy. - odpowiedziała Clarie. - Jak macie na imię ?
- Jestem Colle. - powiedział brunet
- A ja jestem Josh. - odrzekł blondyn
- Jestem Clarie, to Elizabeth - wskazała na mnie - A to jej młodsza siostra, Amanda - wskazała na małą, która z przerażeniem przyglądała się chłopca.
Szłyśmy może 30 minut do domku. Otworzyłam drzwi i wprowadziłam chłopaków z Clarie i Amandą do środka. Chłopacy od razu rzucili się na kanapę w salonie. Zdziwiło mnie to, ale nic nie mówiłam. Włączyłam muzykę i przyniosłam coś do jedzenia. Zaczęliśmy wymieniać się poglądami i zainteresowaniami. Nie wiem nawet kiedy i to był błąd, wyszłam do kuchni. Za mną przypędził blondyn.
- Co tam robisz ? - zapytał podchodząc do mnie
- Coś do jedzenia, wiesz, nie jadłyśmy jeszcze śniadania, a mój brzuch tego się domaga. - powiedziałam do niego
- Pomogę ci. - powiedział Josh. Podszedł do szafki z nożami i talerzykami i wyciągnął naczynia. W moich myślach włączyła się lampka ostrzegająca. "Skąd on mógł wiedzieć, gdzie są sztućce i naczynia ?" pomyślałam. Odłożyłam nóż na blat.
- Musze na chwilkę wyjść i zapytać się ich co by chcieli zjeść. - powiedziałam do Josha
- Ok. - odpowiedział. Pośpiesznie wyszłam z kuchni i weszłam do salonu. Clarie siedziała blisko Colle'a i śmiała się razem z nim. Moje serce prawie stanęło. Po kręgosłupie przeszedł mi lodowaty dreszcz.
- Clarie, chodź na chwilę. - powiedziała do niej
Clarie podeszłą do mnie, a ja wyprowadziłam ją na zewnątrz, zamykając drzwi za sobą. Żebym wiedziała, co się wtedy stanie, nigdy nie zawołałabym Clarie na zewnątrz.
- Colle to ten włamywacz. - powiedziałam cicho
- Co ty gadasz ? - zapytała z uśmiechem Clarie
- Słuchaj mnie do cholery ! - uniosłam się trochę - To on, mówię ci. Josh bez zaglądania w każdą szufladę wiedział gdzie są sztućce i naczynia, przypadek ? Nie sądzę - powiedziałam
- Jeśli Colle był włamywaczem, to Josh musiał być z nim. - powiedziała Claire
- Do czego zmierzasz ? - zapytałam
- Jest ich dwóch. Amanda jest w środku sama, a jeśli oni.... - Clarie nie dokończyła zdania i wskoczyłyśmy razem do domu. Wbiegłyśmy do salonu, gdzie nikogo nie było. Było już za późno. Wbiegłyśmy do kuchni, gdzie Josha, też nie było. Pośpiesznie zgarnęłam nóż z blatu. Wybiegłyśmy na korytarz. Poczułam mocny uścisk w pasie i ciągnięcie do tyłu. Ktoś ciągnął mnie do piwnicy, razem z Clarie. Uderzałam o każdy schodek. Przy trzecim straciłam przytomność.
Obudziłam się na czymś twardym, zimnym, metalowym, był to jakiś stół. Na nim coś lepkiego i ciepłego zarazem....."krew" pomyślałam. Zaczęłam wyrywać się i szamotać. Bezskutecznie. 10-centymetrowe pasy mocno krępowały mi ręce i nogi. Podniosłam głowę i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Było dość ciemno, ale jedna gazowa lampa rozświetlała, prawie całe pomieszczenie. Obok mnie leżała Clarie. Była nieprzytomna, ale powoli się budziła.
- Clarie. - szepnęłam do niej - Clarie.
- Eli ? - zapytała - Co jest ! - wrzasnęła i zaczęła się wyrywać. Niestety, tak jak ja była przypięta do stołu. Usłyszałam psychodeliczny śmiech i spojrzałam się na jego źródło. Z cienia wyszły dwie postacie. Tak jak się spodziewałam, był to Josh i Colle. Byli ubrani tak jak zobaczyłam Colla w kuchni.
- Moje małe gołąbeczki. - powiedział z uśmiechem
- Wypuście nas ! - wrzasnęła Clarie
- Śmieszna jesteś skarbie. - powiedział Colle i podszedł do niej.
Josh zbliżył się do mnie i spojrzał mi w oczy.
- A ty nie chcesz, żeby cię wypuścić ? - zapytał, blisko mojej twarzy.
- Pojebańcu ! - splunęłłam mu w twarz - Gdzie jest Amanda ?!
- Drapieżna. - zaśmiał się Josh i zgarnął ślinę z twarzy, ale od razu dostałam z potężną siłą w policzek. - Twoja kochana siostrzyczka już dawno jest w piekle.
- Coś jej zrobił, gadaj ! - wrzasnęłam na niego i zaczęłam się wyrywać.
- To samo zrobię tobie zaraz, więc możesz się przekonać na własnej skórze. - powiedział Josh i odwrócił się do mnie plecami. Gdybym tylko miała ten nóż i mogła się uwolnić, wszystko potoczyłoby się inaczej.
- A co zrobimy z nią ? - zapytał się Colle i wskazał na Clarie
- To już zostawiam do twoje dyspozycji. - powiedział Josh
- Świetnie. - powiedział Colle z uśmiechem i pocałował Clarie w usta. Clarie zaczęła płakać.
- Nic ci to nie pomoże. - powiedział, pewny siebie Colle
- Dlaczego to robicie ? - zapytała Clarie z wściekłością. Chłopacy zaczęli się śmiać.
- Opowiem wam historię. - zaczął Colle - Mięliśmy po 14 lat. Może nas nie pamiętacie, ale my was pamiętamy, aż za dobrze. Chodziliśmy z wami. Było cudownie, prawda braciszku ? - zapytał Colle, Josh'a
- Tak. - odpowiedział Josh z westchnieniem i wyciągnął srebrny nóż z kiszeni, który połyskiwał w świetle lampy.
- No więc, kiedy wy łaskawie wyjechałyście bez słowa, strasznie cierpieliśmy. Nikt nie był wystarczający dla nas jak wy. Więc ruszyliśmy w poszukiwaniu was. W końcu po 4 latach poszukiwań, same się nas natknęłyście.
- Carol ? - zapytała ze łzami Clarie - Jak możesz, wasza miłość, przerodziła się w pierdoloną patologię !
- Patologię. - prychnął śmiechem Josh - Dobre słowo, jak na maniaczkę sexu.
- Maniaczkę ! - wrzasnęła Clarie - Jesteście psychicznie chorzy ! - wywrzeszczała - Musicie się leczyć !
- Dobra ! Stop ! - wrzasnęłam - Wiecie dlaczego wyjechałyśmy ? - zapytałam ze złością - Wasza matka ! Wasza matka powiedziała, że jesteśmy dla was "paniami do towarzystwa" ! Kazała nam się wynosić.
- Bzdury ! - wrzasnął zbulwersowany Josh
- Twoja matka wyjechała 23 września na zjazd absolwentów do starej szkoły. - powiedziałam - Była wtedy u nas, mówiła, że jeżeli się nie wyniesiemy, zabije nas. W końcu zabiła moją małą siostrę Cassie. - zaczęłam płakać - Wynieśliśmy się.
Colle i Josh popatrzeli po sobie i zaczęli nas odpinać.
- Nadal cię kocham. - powiedziałam do niego. Wzięłam od niego nóż i położyłam na stole. Josh mocno mnie przytulił. Odwróciłam go plecami, do Clarie oraz Colle'a i zaczęłam go całować. Nagle w piwnicy rozległ się huk. Chwyciłam szybko nóż i skierowałam w stronę Josha.
- Co ty robisz ? - zapytał z przerażeniem
- Myślałeś, że dam się tak łatwo ?! - zapytałam z uśmiechem. - Clarie ! - wrzasnęłam. Clarie uderzyła Josha słoikiem, a on zemdlał. Przypięłyśmy ich do stołów, na których wcześniej leżałyśmy i same zaczęłyśmy przeszukiwać chłopców. Znalazłyśmy dużo ciekawych "urządzeń". Wyłożyłyśmy wszystko na stolik, gdzie też znajdowały się różniej długości noże z zaschniętą krwią i inne rzeczy.
- Clarie. - usłyszałam cichy pomruk. Clarie odwróciła się i podeszła do Colle'a
- Skarbie, nie martw się. Nie będzie aż tak bolało. - przyznała
- Będzie cholernie bolało. - zaśmiałam się.
- Tak. - poparła mnie Clarie i przejechała lekko, po twarzy Colle'a, całując go przy tym.
- Clarie, dość tego dobrego. - powiedziałam, kiedy dziewczyna zaczęła rozbierać Colle'a
- To moja ofiara kochanie. - powiedziała - Ty baw się swoim łupem.
- Dobra, dobra, tylko nie przesadzaj. - powiedziałam do niej złym tonem
- Spokojnie. - zachichotała Clarie. Wdrapała się na stół i usiadł na brzuchu Colle'a. Przusunęłłam stolik pomiędzy stołu i spojrzałam na twarz Josha.
- Oj skarbie, po co było fikać ? - zapytałam go
- Szmata ! - rzucił.
- A myślałam, że mnie kochasz. - posmutniałam - Ja nadal cię kocham, ale ktoś inny liczy się bardziej.
Z cienia wyszła Amanda. Jej ubranie było całe we krwi, jej lalka była przy niej, a pod broda widniała wielka dziura od haka rzeźniczego.
- Co ? - zaczął szamotać się Colle.
- Cssiii... - powiedziała Clarie i zapchała mu usta szmatą
- Witajcie chłopcy. - powiedziała Amanda - Jak widzicie, żyję, chodź trochę boli mnie kręgosłup. Ciężko było udawać, że wisi się na haku Cholernie mnie to wkurzało i przeskadzało. Ale ból moją domeną.
- Czego od nas chcesz ? - zapytał wściekły
- Jak to czego ? - zapytała i zaśmiała się. Spojrzała przekrwionymi oczami w jego oczy. - Chcę odzyskać życie i moją....- przerwała - ...naszą siostrę, Cassie. - Dziewczęta, nie wydurniajcie się, tylko bierzcie się do roboty. - powiedziała do nas
- Tylko trochę zabawy. - powiedziała Clarie
- Dobra, ale nie przesadzajcie. - powiedziała Amanda - Do północy muszę mieć ich serca i krew.
- Dobrze. - odpowiedziałyśmy zgodnie z Clarie.
Amanda odeszła w cień, a my zaczęłyśmy naszą zabawę.
- To co pierwsze siostrzyczko ? - zapytała Clarie, patrząc na mnie. Spojrzałam na szafeczkę i wzięłam nóż z piękną rękojeścią. Claire poszła za moim śladem i wzięła nóż z karbowanymi brzegami i pięknymi zdobieniami.
Powoli przysunęłam nóż do szyi Josha.
- Ostatnie słowa zanim cię rozpruję ? - usłyszałam głos Clarie
- Pocałuj mnie. - powiedział Colle
- To da się zrobić. - powiedziała Clarie. Przysunęła się do Colle'a i pocałowała go w usta. Spojrzałam na nią, coś działo się nie tak. Na policzku Clarie pojawiła się łza. Clarie odsunęła się do Colle'a i spojrzała na niego.
- Nie, nie mogę. - powiedziała nagle
- Co do cholery ?! - zapytałam zła
- Oni naprawdę nas kochają. - powiedziała Clarie
- A nasza siostra Cassie. A Amanda ? - zapytałam
- Jeśli nie będzie miała ich krwi i serc do północy zginie. - powiedziała Clarie
- Jak to ? Skąd to wiesz ? - zapytałam
- Interesuję się okultyzmem, nie pytaj. - powiedziała
- Uwolnicie nas ? - zapytał Colle
- Tak. - powiedziała Clarie
- Nie ! - warknęłam
- Ale Eli.... - zaczęła Clarie
- Nie, powiedziałam ! - wrzasnęłam - Jesteś ze mną czy z nimi ?
- Z Collem. - powiedziała nagle
- Zdrada. - powiedziałam - Nie toleruję zdrady.
- Zabijesz mnie, wiem o tym dobrze. - powiedziała Clarie. Odpięła Colle'a i przytuliła się do niego. Wzięła nóż i przyłożyła sobie do gardła.
- Kocham cię. - powiedziała do Colle'a i pocałowała go - A co do ciebie Elizabeth, kochałam cię, dopóki nie okazałaś się szmatą, która za wszelką cenę chce zawrzeć pakt z ciemnością.
- Poczekaj ! - wrzasnęłam - Jak chcesz to zrobić, żeby chłopacy uciekli, a Amanda zginęła ? - zapytałam
- My mamy serca dwóch innych ludzi, a krew spuści się ze zwierząt. - powiedział Colle
- Ale jak nas wykiwacie, zabijemy was. - zagroziłam
- Dobra. - powiedział Josh. Uwolniłam go. Chłopacy przynieśli serca w słoikach i krew w wiadrze.
- Kładźcie się. - powiedziała Clarie
- Co ? - zapytał Colle
- Zaufaj mi, kładźcie się. - powiedziała Clarie. Wylała na nich trochę krwi. Usłyszałam brzęk zamykanych drzwi.
- Szybko - pośpieszyłam ją. Pomazałyśmy się krwią i przykryłyśmy chłopaków prześcieradłami, które od razu przesiąkły krwią.
Zaczęłyśmy wchodzić po schodach z wiadrem z krwią i sercami. Na połowie spotkałyśmy Amandę.
- Jak wam poszło ? - zapytała
- Nie wiesz nawet ile nam to sprawiło przyjemności. - powiedziałam z diabolicznym uśmiechem
- Macie krew i serca ? - zapytała poważnie Amanda
- Tak. - odpowiedziałam
- Doskonale. - powiedziała Amanda. Wyszłyśmy z nią na zewnątrz. Księżyc rozświetlał mały grób za szopką. Amanda wzięła krew i zaczęła rysować nią krąg. W środku kręgu narysowała odwrócony pentagram, a w nim położyła dwa serca. Patrzyłyśmy na to co ma się stać.
Amanda zaczęła mówić jakąś łacińską formułkę. Nic się nie działo. Po kilku minutach, kiedy skończyła, odwróciła się do nas.
- Oszukałyście mnie. - powiedziała i spojrzała na Clarie przekrwionymi oczami.
- 3, 2, 1... - powiedziałam. Nagle ciało Amandy zaczęło rozpływać się z wielkim krzykiem i po chwili zniknęło. Zza naszych pleców usłyszałyśmy kroki. Odwróciłyśmy się. Kroki ustały. Wytężyłam wzrok i wpatrzyłam się w jeden charakterystyczny cień.
- Josh, Colle !? - zawołałam. Z cienia wyszli chłopcy i podążali w naszą stronę.
Clarie podbiegła do Colle'a i mocno go przytuliła. Spojrzałam na nią. Jej koszulka z tyłu była cała we krwi. Moje nogi odmówiły posłuszeństwa. Clarie opadła bezwładnie na ziemię, obok niej ukląkł Colle i podciął sobie gardło.
Josh podszedł do mnie i wyciągnął nóż. Koszmar zaczął się od nowa....a raczej tak myślałam.
- Wybacz. - powiedział Josh i wbił sobie nóż w brzuch, przeciągając go od pępka po żebra, aż do szyi. Zaczęłam uciekać, ale to i tak nie miało sensu. Wzięłam ciało Clarie i wniosłam je do domu. Zrobiłam tak samo z ciałem Josha i Colle'a. Ciało Amandy zniknęło, a pentagram i serca trwały za szopką w miejscu położenia grobu.
Obudził mnie damski krzyk. Otworzyłam oczy i spojrzałam na korytarz. Stała tam mama.
- Mamo. - powiedziałam i wstałam z kanapy, potykając się o ciało Clarie na podłodze.
Zza mamy wyszedł tata i mocno złapał mnie w pasie. Zaczęłam się szamotać, ale to nic nie dało. Dostałam czymś ciężkim w głowę.
Obudziłam się dopiero nazajutrz. Rozejrzałam się po pokoju. Białe ściany, biała pościel, białe......wszystko białe. Można oszaleć. Próbowałam wstać. Jednak coś było nie tak. Spojrzałam na swój tułów. Miałam kaftan, biały kaftan...
---------------------------------------------------
Może historia nie jest straszna, ale to dopiero początek naszego bloga, więc bądźcie wyrozumiali.
~Meg
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz